Rejestracja | Logowanie »


No to się zaczęło…

10 komentarzy | 16 kwietnia 2014
"(Nie)potrzebni"/rys. Tomasz Tworek

"(Nie)potrzebni"/rys. Tomasz Tworek

… „(Nie)potrzebni” są już w sprzedaży. Przyznam Wam, że to najważniejsza moja „afgańska” książka. Czytajcie i oceniajcie.

A na początek oddaję głos osobie-instytucji forum zAfganistanu.pl – moderatorce Joannie. Aśka pisze tak:

„Marcinie Ogdowski, dziś jest premiera twojej najnowszej książki „(Nie)potrzebni”, a ja pozwolę sobie napisać kilka słów od siebie na temat twojego najnowszego dzieła – które miałam przyjemność przeczytać.

Znów uderzyłeś w mocny temat – żołnierzy polskich uczestniczących w misji (wojnie) w Afganistanie oraz polityki z tym związanej. Ukazałeś ciemną stronę władzy, przepychankę polityczną, walkę fizyczną oraz psychiczną weteranów, którzy muszą zmierzyć się z urazami, jakich doznali podczas pobytu w Afganistanie.

Twoja książka to historia tylko jednej zmiany kontyngentu, ale to wystarczy, aby poruszyła wyobraźnię czytelnika, w tym moją. Czytając fabułę odnosiłam wrażenie, iż uczestniczę w wydarzeniach często bardzo bolesnych, trudnych i tragicznych dla żołnierzy oraz ich rodzin.

Po raz kolejny udało ci się też pokazać drugie dno władzy.

Niestety, czuję niedosyt po lekturze książki. Brakuje mi ciągu dalszego, opowieści o tym, co dalej z głównymi bohaterami, jak potoczyły się ich losy w walce, którą podjęli.

Mimo to uważam, że znów zrobiłeś kawał dobrej roboty, co na pewno zostanie zauważone przez odbiorców”.

Aśka, dziękuję. I czekam na opinie innych Blogowiczów.

Trzysta w jedną, osiemset w drugą stronę

8 komentarzy | 11 kwietnia 2014
Autorem wszystkich zdjęć jest ppor. Radosław Gruźlewski

Autorem wszystkich zdjęć jest ppor. Radosław Gruźlewski

Chodzi o liczbę paczek, które przyszły do Afganistanu, i które żołnierze wysłali do rodzin w Polsce.

Jak donoszą służby prasowe kontyngentu, podarunki dla wojskowych ważyły ponad 900 kilogramów. Prezenty od żołnierzy – które są już w drodze do Polski – niemal dwie i pół tony.

W sumie zatem kilka tysięcy kilogramów szczęścia, dla którego pretekstem są zbliżające się święta wielkanocne.

To ostatnie świąteczne paczki wysyłane żołnierzom i przez żołnierzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

002

003

004

005

006

007

Marzec za nami

13 komentarzy | 02 kwietnia 2014
Centrum miasta Ghazni, posterunek ANP/fot. Marcin Ogdowski

Centrum miasta Ghazni, posterunek ANP/fot. Marcin Ogdowski

To wyjątkowy miesiąc z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, to ostatni marzec misji ISAF, po drugie – nigdy dotąd siły NATO w Afganistanie nie odnotowały tak niskich strat w trzecim miesiącu roku. Marzec 2014 roku okazał się tragiczny dla dwóch żołnierzy. Dla porównania w latach 2010-2012 w tym miesiącu ginęło po 39 wojskowych. Jeszcze w ubiegłym roku w marcu śmierć poniosło 16 żołnierzy z Zachodu – wśród nich Polak, Paweł Ordyński.

Niestety od kilkunastu dni mamy afgański nowy rok, co zwykle oznacza wiosenną talibską ofensywę. Obym się mylił, niemniej nie da się wykluczyć, że poskutkuje to zwiększeniem strat wśród koalicjantów.

Póki co straty – i to poważne – ponoszą rebelianci. Wczoraj, w jednym z dystryktów prowincji Ghazni, w wyniku wybuchu bomby domowej konstrukcji śmierć poniosło aż 16 bojowników, a 9 zostało rannych. Wśród nich kilku komendantów, także z Pakistanu. W afgańskich mediach mówi się o dwóch hipotezach – wedle pierwszej, eksplozja nastąpiła podczas konstruowania ładunku (który następnie miano umieścić w kamizelce szahida), wedle drugiej, miał to być zamach – w ramach wewnątrztalibskich porachunków.

Nie ulega za to wątpliwości, że mężczyźni zebrali się pod pretekstem zaplanowania i skoordynowania kolejnych ataków w prowincji Ghazni. Zdaniem afgańskich mediów, uchodzącej obecnie za jedną z najbardziej niespokojnych, „gdzie bojownicy otwarcie działają w części dystryktów, w pozostałych często przeprowadzając operacje terrorystyczne”.

Jeszcze zanim nastanie lato, przestanie to być zmartwieniem Polaków.

“(Nie)potrzebni”

13 komentarzy | 25 marca 2014
A tak wygląda oprawa graficzna książki. To obie strony okładki - na przedzie żołnierze w pełnym rynsztunku, na tyle - weteran na wózku. Awers i rewers "polskiego Afganistanu".../rys. Tomasz Tworek

A tak wygląda oprawa graficzna książki. To obie strony okładki - na przedzie żołnierze w pełnym rynsztunku, na tyle - weteran na wózku. Awers i rewers "polskiego Afganistanu".../rys. Tomasz Tworek

Moi Drodzy – to koniec. Koniec z pracami nad moją najnowszą książką. 16 kwietnia “(Nie)potrzebni” ukażą się na rynku.

Ponieważ to spośród Was, Blogowiczów, rekrutuje się grupa najwierniejszych Czytelników moich książek, jako pierwszym prezentuję Wam okładkę powieści. Mam nadzieję, że się spodoba.

A co można napisać o samej książce? Hmm, pozwólcie, że posłużę się notką wydawniczą:

Misja ISAF w Afganistanie dobiega końca, a wraz z nią kilkunastoletnie zaangażowanie Wojska Polskiego w konflikty „na drugim końcu świata”. Żołnierze wracają do domów, ale czy wrócą z wojny? Czy „stamtąd” w ogóle da się wrócić?

Co czeka weteranów w kraju, w którym toczy się cyniczna gra między rządem a opozycją? Gra, w której problem wojennej traumy to doskonały pretekst, by dołożyć politycznemu konkurentowi.

Co dalej z armią, która po Iraku i Afganistanie przeżywa kryzys? Czy ambitny plan modernizacji nie okaże się mrzonką?

„(Nie)potrzebni”, najnowsza powieść Marcina Ogdowskiego, to wojenny dramat i polityczny dreszczowiec w jednym. Autor zabiera nas do ogarniętego chaosem Afganistanu, do „ludzkiej naprawialni” w Ramstein, w zacisze ministerialnych gabinetów. W jednej chwili jesteśmy świadkami krwawej potyczki na Highway One, by zaraz potem znaleźć się w domu wdowy po żołnierzu samobójcy.

Książka, będąca swoistym rozrachunkiem Autora z tematyką „polskiego Afganistanu”, to momentami bardzo bolesna lektura.

Niezwykle aktualna także z powodu wydarzeń na Ukrainie, które prowokują do przemyśleń nad stanem polskiej armii, jej pozycją w społeczeństwie i strukturach państwa.

Zapraszam – już niebawem – do lektury!

Trochę historii: „Beesery”

9 komentarzy | 18 marca 2014
Samolociki, albo… kosiarki – tak mówiło się o bezzałogowcach w Afganistanie. O ile pierwsze określenie zdaje się być oczywiste, o tyle drugie może nieco dziwić. Już wyjaśniam – chodzi o dźwięk silniczka maszyny. Wkurzający, zwłaszcza gdy kosiarka latała nad bazą... Nz. Obsługa BSR-a przygotowuje maszynę do lotu/fot. Marcin Ogdowski

Samolociki, albo… kosiarki – tak mówi się o bezzałogowcach w Afganistanie. O ile pierwsze określenie zdaje się być oczywiste, o tyle drugie może nieco dziwić. Już wyjaśniam – chodzi o dźwięk silniczka maszyny. Wkurzający, zwłaszcza gdy kosiarka lata nad bazą... Nz. Obsługa BSR-a przygotowuje maszynę do lotu/fot. Marcin Ogdowski

... i start. Choć "kosiarki" wyglądają jak zabawki, mają taki sam status jak załogowe statki powietrzne. A żołnierze z ich obsługi noszą lotnicze mundury. Co więcej, jeśli BSR ulegnie wypadkowi, wszczyna się takie samo postępowanie, jak w przypadku klasycznej katastrofy lotniczej (z tego rygoru zwolnione są BSR-y sił specjalnych)/fot. Marcin Ogdowski

... i start. Choć "nasze" BSR-y wyglądają jak zabawki, mają taki sam status jak załogowe statki powietrzne. A żołnierze z ich obsługi noszą lotnicze mundury. Co więcej, jeśli bezzałogowiec ulegnie wypadkowi, wszczyna się takie samo postępowanie, jak w przypadku klasycznej katastrofy lotniczej (z tego rygoru zwolnione są BSR-y sił specjalnych)/fot. Marcin Ogdowski

Sterowanie wygląda jak obsługa gry.../fot. Marcin Ogdowski

Sterowanie wygląda jak obsługa gry.../fot. Marcin Ogdowski

Zadanie, w trakcie którego wykonałem te zdjęcia, polegało na rozpoznaniu lotniczym wiosek w okolicy bazy Ghazni. A ponieważ ta ostatnia to również lądowisko dla helikopterów, konieczna była koordynacja działań grupy obsługującej BSR-a z ghaznieńskim Centrum Operacji Taktycznych/fot. Marcin Ogdowski

Zadanie, w trakcie którego wykonałem te zdjęcia, polegało na rozpoznaniu lotniczym wiosek w okolicy bazy Ghazni. A ponieważ ta ostatnia to również lądowisko dla helikopterów, konieczna była koordynacja działań grupy obsługującej BSR-a z ghaznieńskim centrum kontroli lotów/fot. Marcin Ogdowski

Wykorzystywane przez Polaków BSR-y nie ladują samodzielnie. Zadanie kończą spadając ze spadachronem/fot. Marcin Ogdowski

Wykorzystywane przez Polaków BSR-y nie lądują samodzielnie. Zadanie kończą spadając ze spadochronem/fot. Marcin Ogdowski

Samolot na ramię/fot. Marcin Ogdowski

Sprzęt na ramię i do domu (żart - samolocik najpierw trzeba rozmontować)/fot. Marcin Ogdowski