Konkurs i co dalej?

Biało nie znaczy spokojnie.../fot. Marcin Wójcik
- Musisz zaszczepić się przeciwko meningokokom – usłyszałem kilkanaście dni temu od kolegi w mundurze. – Bez tego nie ma mowy o wylocie do Afganistanu – dodał mój rozmówca, wyjaśniając, że takie środki ostrożności wymusiła śmierć Zbigniewa Biskupa i widmo epidemii sepsy w kontyngencie.
No to się zaszczepiłem, a teraz nabieram odporności…
Tak, tak, za kilka tygodni znów wybieram się do Afganistanu. W sumie nie powinienem o tym pisać, by nie zapeszać – sprowokowały mnie jednak Wasze posty. „Co się dzieje z blogiem?!” – pytacie, zaniepokojeni dłuższą absencją. Spokojnie, nie zamierzam rezygnować z jego prowadzenia. Bardzo nad tym ubolewam, ale ostatnio, zwyczajnie, brakuje mi czasu. Pożera go, m.in., promocja książki, o czym wspominam, licząc na Waszą wyrozumiałość.
A skoro o książce mowa – mam dla Was kilka egzemplarzy, które rzecz jasna zadedykuję. Jak je zdobyć? Czekam na Wasze propozycje encyklopedycznej definicji blogu „zAfganistanu.pl”. Wybiorę i nagrodzę najlepsze trzy.
Zaś na koniec, na specjalne życzenie kilku Czytelników, zimowa-afgańska galeria autorstwa mojego redakcyjnego kolegi Marcina Wójcika.

"Flaga na maszt..."/fot. Marcin Wójcik

Pogoda nie sprzyja grillowaniu.../fot. Marcin Wójcik

Zimowy Afganistan robi wrażenie, prawda?/fot. Marcin Wójcik

Zdjęcia wykonano zimą 2011 roku, podczas patroli z żołnierzami Zgrupowania Bojowego Bravo, stacjonującego w bazie Warrior/fot. Marcin Wójcik
„Czekam tu na Ciebie”
Życzmy sobie, by naszej flagi - jeśli musi powiewać nad Afganistanem - nie trzeba już było spuszczać do połowy/fot. EDI, z archiwum autora blogu
Był 25 grudnia 2009 roku. Pod wpisem na blogu poświęconym świątecznym życzeniom pojawił się post Ineski:
„Wszystkim żołnierzom będącym teraz w Afganistanie życzę przede wszystkim spokojnych świąt! (…). A Tobie kochanie – choć cztery tysiące kilometrów między nami – życzę nade wszystko spokoju ducha! Pamiętaj, że czekam tu na Ciebie z opłatkiem w ręku – z każdym dniem odległość między nami maleje, z każdym oddechem, z każdą sekunda jesteśmy bliżej siebie – na szczęście czas nie stoi w miejscu! (…)”.
Minął rok i pod kolejnym świątecznym wpisem znów mogliśmy przeczytać post Ineski:
„Wiary, która przenosi góry oraz nadziei, która nigdy nie gaśnie. Żołnierskiego szczęścia życzą Agnieszka i Tomek”.
Aga, mam nadzieję, że nie masz mi za złe tych cytatów. Wybrałem je, gdyż znakomicie ilustrują moje intencje. Chciałbym bowiem, aby wszystkie kobiety, których mężczyźni stacjonują dziś w Afganistanie, przyszłoroczne życzenia mogły złożyć w towarzystwie swoich wybranków. Ufam, że dla całej społeczności „zAfganistanu.pl” byłby to najlepszy prezent.
To jakieś fatum…
Poranne uroczystości pożegnale w Ghazni, w których udział wziął premier Donald Tusk/fot. PKW Afganistan
… Ledwie dziś rano pożegnano pięciu poległych wczoraj żołnierzy, z Ghazni przyszła kolejna zła wiadomość.
- Marcin, jutro do Polski przyleci sześć, nie pięć trumien – usłyszałem.
Niestety, nie był to żaden makabryczny żart. Popołudniu w ghaznieńskim szpitalu, na Oddziale Intensywnej Terapii, zmarł sierż. Zbigniew Biskup.
- Przyczyny śmierci naszego żołnierza są obecnie wyjaśniane przez służby medyczne Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Nie mają one związku z działaniami bojowymi. Sierżant Biskup był w trakcie leczenia szpitalnego. Rodzina została powiadomiona o zdarzeniu – mówi ppłk Mirosław Ochyra, rzecznik Dowództwa Operacyjnego.
Sierżant Biskup był starszym technikiem śmigłowca w Samodzielnej Grupie Powietrzno-Szturmowej. Miał 35 lat. Pozostawił żonę i dziewięcioletniego syna.
Śmierć w „emtiwi”
"Emtiwi" polskiego PRT. Zdjęcie z jesieni zeszłego roku - obecnie pojazdy tego typu wyposażone są w siatki ochronne przed granatami RPG, które zamontowano kilka miesięcy temu/fot. Marcin Ogdowski
Dziś rano wstrzymałem oddech, gdy dowiedziałem się o ataku na konwój PRT. Wśród cywilnych specjalistów jest moja znajoma – w takiej sytuacji trudno odgonić myśli, że coś mogło się jej stać.
Tym razem żaden z cywilów nie ucierpiał – poległa cała załoga pojazdu MaTV z plutonu ochrony PRT. Zginęli st. kpr. Piotr Ciesielski, st. szer. Łukasz Krawiec, st. szer. Marcin Szczurowski, st. szer. Marek Tomala i szer. Krystian Banach. Wszyscy z 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej.
Rodzinom poległych składam najszczersze kondolencje.
W zeszłym roku współpracowałem z PRT – to dzięki dziewczynom i chłopakom z tej formacji poznałem i obfotografowałem rozmaite zakątki Ghazni. To wówczas po raz pierwszy zetknąłem się z wozami typu MaTV. Pamiętam, że gdy po jednym z wyjazdów zdjęcie „emtiwi” zamieściłem na blogu, zaktywizowały się środowiska „branżowców”-fascynatów wojska. „To my mamy te pojazdy?” – pytali z niedowierzaniem. Mieliśmy. Pluton ochrony PRT otrzymał pięć takich wozów, wypożyczonych od Amerykanów. Cztery działały w terenie, jeden stanowił rezerwę.
Podobały mi się te, mniejsze od innych MRAPów i naszych rosomaków, pojazdy. Zwinne, szybkie, dużo łatwiej radziły sobie w ciasnej zabudowie. Tyle tylko, że miejsca w środku było w nich niewiele więcej niż w hummerze. A to skojarzenie nie bardzo mi odpowiadało – zbyt wiele wiedziałem o tym, jak „ajdik” radzi sobie z humvee. Dziś wiem już, co może zrobić z „emtiwi”…
* * *
Wracając do tematu celowości utrzymania embarga informacyjnego. Dżentelmeńska umowa między wojskiem a mediami nie jest żadną fanaberią.
Chodzi o to, by rodzina poległego dowiedziała się o jego śmierci od specjalnej delegacji – nie od postronnych osób czy właśnie z mediów. Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że w skład tej delegacji – pochodzącej zwykle z jednostki zabitego – wchodzi również psycholog - pisałem w “Alfabecie…”.
Takie rozwiązanie chroni też rodziny pozostałych żołnierzy, które – gdy nastąpi przeciek – dręczy natrętne pytanie: „czy to aby nie mój!?”. Ów niepotrzebny stres kończy się dopiero wraz z oficjalnym komunikatem Dowództwa Operacyjnego. Te zaś wyda oświadczenie dopiero wtedy, gdy ma potwierdzenie, że wspomniana delegacja dotarła już do rodziny poległego. Czyli, najczęściej, kilka godzin po zdarzeniu…

Polegli żołnierze/fot. PKW Afganistan
Podwójny szok
Patrol PRT na ulicach Ghazni, jesień 2010 r./fot. Marcin Ogdowski
- Stało się… Kiedyś musieli trafić porządnie… Pierwsza myśl głupia – czy to nie mój Rosiek… Jestem w szoku… Sam nie wiem, co napisać… – maila tej treści dostałem dziś od żołnierza, który kilkanaście tygodni temu wrócił z Afganistanu.
Ja również nie wiem, co napisać. Z dwóch powodów. Pierwsze wieści, jakie do mnie dotarły, mówiły o trzech zabitych. Zadzwoniłem do Dowództwa Operacyjnego.
- Wiesz Marcin, pierwsze raporty są najczęściej nieprecyzyjne – usłyszałem.
Zgadza się. Zwykle zawyża się w nich liczbę poszkodowanych. Szok, adrenalina, walka – to wszystko zaburza proces przekazywania informacji. Wiedząc o tym, miałem jeszcze nadzieję, że zabitych jest mniej. Wkrótce okazało się, że jest ich więcej. Nigdy na raz nie zginęło tylu polskich żołnierzy…
I druga sprawa – dziś w całej okazałości mogliśmy obejrzeć bezduszność mediów. Złamano bowiem embargo informacyjne.
- Nie dotarliśmy jeszcze do rodzin. Jest taka pora i taki dzień, że pewnie zajmie to kilka godzin – usłyszałem około 10.30. Była to jednocześnie oczywista prośba, by nie ujawniać informacji o śmierci żołnierzy. Tymczasem kilkadziesiąt minut później PAP podał komunikat o zdarzeniu.
- Jeszcze nie poinformowaliśmy wszystkich rodzin… – usłyszałem tuż po tym w Dowództwie Operacyjnym.






