Rejestracja | Logowanie »


Śnieg i piach

24 komentarze | 21 marca 2012
Jedno z ostatnich zdjęć, jakie zrobiłem w Afganistanie podczas tego wyjazdu. Na pierwszym planie nasz Mi-17, na drugim - amrykański C-17. Każdy ma takie "siedemnastki", na jakie go stać.../fot. Marcin Ogdowski

Jedno z ostatnich zdjęć, jakie zrobiłem w Afganistanie podczas tego wyjazdu. Na pierwszym planie nasz Mi-17, na drugim - amerykański C-17. Każdy ma takie "siedemnastki", na jakie go stać.../fot. Marcin Ogdowski

Wróciłem do Polski – wczoraj moja CASA szczęśliwie wylądowała na krakowskich Balicach. Nie obyło się jednak bez przygód.

Początkowo mieliśmy lecieć w poniedziałek z samego rana. Zgodnie z planem, zapakowaliśmy się na stara, który zawiózł nas na płytę lotniska w Bagram. Niestety, skończyło się na kilkudziesięciu minutach siedzenia na niewygodnych, desantowych krzesełkach CASY. W Mazar-i-Sharif – w miejscu, gdzie mieliśmy pobrać paliwo i dodatkowy bagaż – rozpętała się bowiem śnieżna burza i stacjonujący tam Niemcy zamknęli lotnisko.

Kilka godzin później wróciliśmy na płytę – z komunikatów meteo wynikało, że nad „Mazar” już się rozpogodziło. Ale jeszcze w drodze na lotnisko, siedząc na pace stara, mało kto z nas wierzył, że tym razem polecimy. Bo oto burza rozpętała się nad Bagram. Tym razem jednak – dla odmiany – piaskowa. „Afganistan to doprawy fascynujący kraj. W jednym miejscu sypie śnieg, w drugim – rdzawy pył” – przyszło mi wówczas do głowy.

Na szczęście nieco się przetarło i zdołaliśmy wystartować.

Co dalej? Ano wracamy do starego rytmu prowadzenia blogu. Co jakiś czas będę się z Wami dzielił swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami, komentarzami. No i rzecz jasna zdjęciami. Do codziennych, bieżących relacji wrócimy przy okazji następnego wyjazdu.

Zamiast słów trochę zdjęć

51 komentarzy | 18 marca 2012
Miało być moje zdjęcie przy pracy (jak sam fotografuję tego strzelca). Ale uciekłem koledze z kadru i wyszło... genialne zdjęcie, pokazujące wojenną stronę afgańskiej rzeczywistości/fot. Jacek Ciapciński

Miało być moje zdjęcie przy pracy (jak sam fotografuję tego strzelca). Ale uciekłem koledze z kadru i wyszło... genialne zdjęcie, pokazujące wojenną stronę afgańskiej rzeczywistości/fot. Jacek Ciapciński

Moja wyprawa powoli dobiega końca. Nie będę Wam teraz serwował podsumowań – na to przyjdzie czas. Póki co proponuję serię zdjęć, które powstały w ostatnich kilku tygodniach.

"Masz ognia?" w wersji afgańskiej. Po prawej stronie straszy wyrwa po zdetonowanym IED. Droga Ghazni-Wagez/fot. Marcin Ogdowski

"Masz ognia?" w wersji afgańskiej. Po prawej stronie straszy wyrwa po zdetonowanym IED. Droga Ghazni-Wagez/fot. Marcin Ogdowski

Cywilni pracownicy bazy Warrior złapani na śnieżno-kulkowej wojnie/fot. Marcin Ogdowski

Cywilni pracownicy bazy Warrior złapani na śnieżno-kulkowej wojnie/fot. Marcin Ogdowski

Ale, jakkolwiek byśmy nie próbowali o tym zapomnieć, w Afganistanie toczy się wojna. Cierpią na niej przede wszystkim cywile - jak ta dziewczynka, przerażona wejściem obcego wojska do jednej z wiosek w dystrykcie Moqur/fot. Marcin Ogdowski

Ale, jakkolwiek byśmy nie próbowali o tym zapomnieć, w Afganistanie toczy się wojna. Cierpią na niej przede wszystkim cywile - jak ta dziewczynka, przerażona wejściem obcego wojska do jednej z wiosek w dystrykcie Moqur/fot. Marcin Ogdowski

Codzienność zimowej Ariany.../fot. Marcin Ogdowski

Codzienność zimowej Ariany.../fot. Marcin Ogdowski

... w któej poruszanie się wymagało nie lada wysiłku/fot. Marcin Ogdowski

... w której poruszanie się wymagało nie lada wysiłku/fot. Marcin Ogdowski

Kwintesencja współczesnego Afganistanu - wojsko sobie, cywile sobie.../fot. Marcin Ogdowski

Kwintesencja współczesnego Afganistanu - wojsko sobie, cywile sobie.../fot. Marcin Ogdowski

„Inkoming”

9 komentarzy | 17 marca 2012
Bagram ma znakomite zabezpieczenia. Jednym z elementów całego systemu są śmigłowce Kiowa. A mimo to rebeliantom udaje się ostrzeliwać bazę/fot. Marcin Ogdowski

Bagram ma znakomite zabezpieczenia. Jednym z elementów całego systemu są śmigłowce Kiowa. A mimo to rebeliantom udaje się ostrzeliwać bazę/fot. Marcin Ogdowski

Głuche uderzenie gdzieś w oddali nie pozostawiało złudzeń, że ogłoszony chwilę wcześniej alarm nie miał ćwiczebnego charakteru. Kolejny wybuch, a potem dźwięk syren straży pożarnych potwierdziły, że talibom udało się wstrzelić w bazę.

Szczerze mówiąc, to żaden wielki wyczyn – położony w dolinie Baf zajmuje naprawdę sporą przestrzeń. No i w przeciwieństwie do innych afgańskich baz, nie obowiązuje w nim zaciemnienie. Tak naprawdę jest więc wielką jasną plamą – idealnym celem dla nadlatujących z gór rakiet.

„Pozostańcie w schronach” – komunikat z megafonu podtrzymywał alarm, mimo iż przez dłuższy czas nic się nie działo. Miałem na grzbiecie grubą bluzę, którą zdołałem chwycić w locie, ale na tyłku ledwie bokserki. No i bose stopy w klapkach (zresztą, jednym moim, drugim – śpiącego obok żołnierza). Zacząłem marznąć, podobnie, jak wiele innych osób w równie zdekompletowanym odzieniu.

Po kilkudziesięciu minutach byliśmy już zwyczajnie źli. Nie pomagały gorące dziewczyny, wijące się w jakimś teledysku na ekranie laptopa, wziętego do schronu przez jednego z żołnierzy. Ludziom nie chciało się już palić i rozmawiać. Co by nie mówić, był środek nocy – większość z nas tuż przed alarmem po prostu spała.

Nic dziwnego więc, że odbój wymiótł towarzystwo momentalnie.

A Baf? Cóż, nad ranem życie toczyło się po staremu…

Następnego dnia życie w Bagram toczyło się po staremu. Na płycie lotniska jak zwykle ogromny ruch/fot. Marcin Ogdowski

Następnego dnia życie w Bagram toczyło się po staremu. Na płycie lotniska jak zwykle ogromny ruch/fot. Marcin Ogdowski

Baf czasu rotacji

19 komentarzy | 16 marca 2012
"Hotel" w nieco zmienionej formie/fot. Marcin Ogdowski

"Hotel" w nieco zmienionej formie/fot. Marcin Ogdowski

Wysokie t-walle, otaczające tak zwany hotel – to pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, gdy po ponad rocznej przerwie wylądowałem w „Orle Białym”, polskiej części Bagram. „Znak czasu” – skomentowałem w myślach ów widok, przypominając sobie o napiętej sytuacji wokół bazy.

Zresztą, owo napięcie dało o sobie znać w nocy ze środy na czwartek, tyle że – wstyd się przyznać – działo się to poza moją świadomością. Spałem tak twardo, że nie usłyszałem „inkomingu”, zwiastującego ostrzał. Obudził mnie dopiero komunikat odwołujący alarm. Poprawa postawy przyszła wraz z następną nocą – gdy w okolicach 1.00 znów zawyły syreny, wyrwałem się ze śpiwora i następnych kilkadziesiąt minut spędziłem w schronie.

Mniejsza jednak o ostrzały – temu poświęcę inny wpis. Kolejna różnica, którą zaobserwowałem w „Orle”, ma związek z rotacją. Nigdy dotąd nie widziałem w tym miejscu tylu palet. Wszystkie załadowane bagażami przylatujących do Afganistanu żołnierzy XI zmiany, wkrótce trafią do docelowych baz.

Podobnie, jak nowoprzybyli żołnierze, wyróżniający się swoimi świeżutkimi mundurami, lśniącą bronią i… reklamówkami pełnymi gadżetów z PX-u. Cóż, przed nimi pół roku służby, trzeba się więc zaopatrzyć w niezbędne rzeczy (tylko czemu u licha moi rodacy wykupili wszystkie czarne, 40-litrowe plecaki?).

Towarowy ruch odbywa się też w drugą stronę – z baz do Bafu (i potem do Polski). Na razie jeszcze nie tak dynamicznym strumieniem, jak „na teatr”, ale niebawem i to się zmieni.

Rotacja dopiero co się zaczęła…

Palety z dobytkiem żołnierzy XI zmiany/fot. Marcin Ogdowski

Palety z dobytkiem żołnierzy XI zmiany/fot. Marcin Ogdowski

Ale strumień towarów zaczyna płynąć też w drugą stronę.../fot. Marcin Ogdowski

Ale strumień towarów zaczyna płynąć też w drugą stronę.../fot. Marcin Ogdowski

Skrzynie, które "śmigła" przywiozły z Ghazni.../fot. Marcin Ogdowski

Skrzynie, które "śmigła" przywiozły z Ghazni.../fot. Marcin Ogdowski

... via Bagram trafią do Polski/fot. Marcin Ogdowski

... via Bagram trafią do Polski/fot. Marcin Ogdowski

Kierunek Bagram

19 komentarzy | 15 marca 2012
Maszyna wręcz tańczyła w powietrzu.../fot. Marcin Ogdowski

Maszyna wręcz tańczyła w powietrzu.../fot. Marcin Ogdowski

Ghazni pożegnało mnie godnie. Czekając na helipadzie, obserwowałem próby potężnego Mi-24. Zwykle nie ma w nich nic fascynującego – ot, śmigłowiec podnosi się na kilkanaście metrów, przysiada, podnosi się i tak dalej. Tym razem jednak maszyna tańczyła wręcz w powietrzu – zadzierała i opuszczała dziób, kręcąc się wokół własnej osi. Daleki jestem od fascynacji wojskowym sprzętem, niemniej ten pokaz (?) był po prostu piękny.

Piękne były również widoki zza okna transportowej „siedemnastki”, gdy wystartowaliśmy już w drogę do Szarany. Surowa afgańska przyroda i klimatyczne, gliniane wioski – z fascynacji takimi obrazkami trudno się wyleczyć.

Jeszcze w Ghazni martwiłem się, że utknę w Szaranie na dłużej. Tymczasem kilkanaście minut po wylądowaniu, do miejsca, w którym wysadzono moją grupę, podkołowała polska CASA. I tu spotkało mnie miłe zaskoczenie:

- To nowe fotele do rosomaków z wielowpustowymi pasami bezpieczeństwa – zdradził mi jeden z wojskowych, wskazując na pakunek, który właśnie opuszczał wnętrze samolotu – by później, na pokładzie „śmiglaków”, dostać się do Ghazni. „No, nareszcie!” – przyszło mi do głowy. O niezbyt bezpiecznych, pojedynczych pasach pisałem już na blogu. Szkoda, że zastępuje się je dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale.

Ale żeby nie było tak pięknie. Bagram przywitało mnie zimnym prysznicem – jak się okazuje, nawet w matce wszystkich baz można się naciąć na takie niedogodności.

Widoki zza okna "siedemnastki"/fot. Marcin Ogdowski

Widoki zza okna "siedemnastki".../fot. Marcin Ogdowski

... typowe dla Afganistanu/fot. Marcin Ogdowski

... typowe dla Afganistanu/fot. Marcin Ogdowski

Ten strzelec pokładowy poprosił mnie, bym pozdrowił - za pośrednictwem blogu - żonę Mariolę Korycką i córkę Katarzynę. Co też czynię :)/fot. Marcin Ogdowski

Ten strzelec pokładowy poprosił mnie, bym pozdrowił - za pośrednictwem blogu - żonę Mariolę Korycką i córkę Katarzynę. Co też czynię/fot. Marcin Ogdowski

Nowe fotele do rosomaków opuszczają pokład CASY/fot. Marcin Ogdowski

Nowe fotele do rosomaków opuszczają pokład CASY/fot. Marcin Ogdowski