Rejestracja | Logowanie »


Chcę wierzyć, że to pomyłka

119 komentarzy | 06 kwietnia 2010

Wyjeżdżając do Iraku czy Afganistanu jak ognia wystrzegałem się naklejki PRESS, którą powinienem był nosić z przodu i z tyłu kamizelki.

„Nie zamierzam się wystawiać rebeliantom” – argumentowałem. Duże, jaskrawe litery – zgodnie zresztą z naiwnym już dziś założeniem – widoczne byłyby z daleka. Tym samym stwarzając okazję do strzału, o którym później – ku radości potencjalnego snajpera i jego mocodawców – przez jakiś czas trąbiłyby rozmaite stacje telewizyjne, radiowe, portale i gazety.

Obejrzawszy film z masakry w Bagdadzie - o którym piszą i mówią dziś wszystkie polskie media - wiem już, że następnym razem tego błędu nie popełnię. Bo zagrożeniem dla dziennikarzy są nie tylko rebelianci.

To niby oczywiste – w końcu od tzw.: przyjacielskiego ognia giną nawet żołnierze własnej armii. Jednak ujawnione przez portal WikiLeaks nagranie dało mi do myślenia. Zamontowana na śmigłowcu kamera wielokrotnie dokonywała zbliżeń na grupę mężczyzn, skracając dystans na tyle, że napis PRESS na plecach czy piersiach byłby widoczny.

Czy gdyby tam był, ocaliłby życie reporterów Reutersa? Chce wierzyć, że tak. Bo jeśli nie, to wówczas cała ta reporterska robota funta kłaków nie jest warta…

O kompromitacji idei wojny dla pokoju – w sytuacji, gdy giną bogu ducha winni cywile – już nie wspomnę.

W Iraku czy Afganistanie rebeliantem może być każdy. To wymusza szczególną ostrożność.../fot. Marcin Ogdowski

W Iraku czy Afganistanie rebeliantem może być każdy. To wymusza szczególną ostrożność.../fot. Marcin Ogdowski