Rejestracja | Logowanie »


Czarna sobota

72 komentarze | 12 czerwca 2010
Zielone diabły nie są niezniszczalne.../fot. Marcin Ogdowski

Zielone diabły nie są niezniszczalne.../fot. Marcin Ogdowski

I stało się: próbowali, próbowali, aż w końcu im się udało. W zeszłym tygodniu skończyło się na uszkodzonych pojazdach – ich załogi nie odniosły poważniejszych obrażeń. Jednak dziś rano ajdik pokonał rosomaka, zabijając strzelca, kpr. Miłosza Górkę, i raniąc pozostałych ośmiu członków załogi…

Zaatakowany konwój pochodził z Warriora. Zmierzali do Ghazni, gdzie rano, po ataku, mówiło się o 400-kilogramowym IED. Nie wiem, czy mina, która załatwiła rośka, rzeczywiście była tak potężna. Gdy w zeszłym roku w podobnych okolicznościach zginął Marcin Poręba, krajowi „eksperci” mówili o półtonowym ajdiku. Tymczasem rosomaka rozpruł znacznie mniejszy ładunek rdzeniowy.

Tam, w Afganistanie, modliliśmy się wówczas wszyscy, by ten atak okazał się jednostkowym wydarzeniem. By technologia produkcji tego rodzaju ajdików nie rozpowszechniła się wśród talibów. Czyżby na marne?

To druga śmierć polskiego żołnierza w rosomaku, nazywanym przez rebeliantów „zielonym diabłem”. Bo tak trudno go dopaść i tak piekielnie jest niebezpieczny. Byłem świadkiem pierwszej – strachu, złości i bezsilności, które mi wówczas towarzyszyły, nie zapomnę nigdy. I z tej perspektywy mogę w tej chwili napisać tylko jedno, choć wiem, że marne to pocieszenie. To wszystko trwa zaledwie ułamki sekund…

*   *   *

Rodzinie Miłosza Górki chciałbym złożyć najszczersze kondolencje. Zaś chłopakom rannym w ataku życzyć jak najszybszego powrotu do zdrowia!

kpr Miłosz Górka/fot. PKW Afganistan

kpr Miłosz Górka/fot. PKW Afganistan

Niepokój w strefie

89 komentarzy | 06 czerwca 2010

Pocisk, który zniszczył wczoraj budynek przy helipadzie w Ghazni, nie był ostatni. Dziś rano Afgańczykom znów udało się wstrzelić w bazę, raniąc przy tej okazji cztery osoby.

Nienajlepsze wieści dochodzą również z Warriora. W ciągu ostatnich kilku dni doszło tam do czterech poważnych ataków na konwoje. W trakcie walk rebeliantom udało się uszkodzić kilka pojazdów.

Po atakach z pierwszej dekady maja to kolejna seria, która świadczy o niespokojnej sytuacji w strefie. Sytuacji, o której w Polsce – mimo trwania kampanii prezydenckiej – niemal w ogóle się nie mówi.

A może dzieje się tak nie bez powodu?

Niemal nie ma patroli, które nie wchodziłyby w kontakt.../fot. Adam Roik, Combat-Camera DOSZ

Niemal nie ma patroli, które nie wchodziłyby w kontakt.../fot. Adam Roik, Combat-Camera DOSZ

A najbardziej żal dzieciaków…

26 komentarzy | 01 czerwca 2010
Gdzie trafią ci chłopcy po opuszczeniu murów sierocińca?/fot. Marcin Ogdowski

Gdzie trafią ci chłopcy po opuszczeniu murów sierocińca?/fot. Marcin Ogdowski

Nie chciałbym być afgańską sierotą. Bo w tamtejszych przytułkach brakuje dosłownie wszystkiego.

Jakiś czas temu byłem w jednym z sierocińców, gdzieś pod Kabulem. Będącym, jak mnie przekonywano, w lepszej sytuacji niż inne, bo wspieranym przez siły ISAF.

W ambulatorium, poza stetoskopem i zużytą leżanką, nie znalazłem niczego, co wskazywałoby na charakter pomieszczenia. Długo nie zapomnę też widoku kuchni, w której gotowano wychowankom posiłki. W Polsce pokarm dla zwierząt przygotowuje się w znacznie lepszych warunkach…

Lecz nie to było w tym wszystkim najgorsze, a gruba, gumowa rurka, którą wychowawcy „dyscyplinowali” dzieci. Lejąc na odlew, nie patrząc, gdzie i na kogo spada cios…

Od najmłodszych lat pozbawione najbliższych, źle albo wcale nieleczone, bite, niedożywione. Przyglądałem się tym dzieciakom i czułem potworny żal.

Zapewne wiele z nich nie doczeka dorosłości. A gdzie trafią te, którym dane będzie opuścić mury sierocińca? Z takim bagażem (i brakiem perspektyw) część, bez wątpienia, znajdzie dom w górach.

Wśród rebeliantów…

Długo nie zapomnę też widoku kuchni, w której gotowano wychowankom posiłki.../fot. Marcin Ogdowski

Długo nie zapomnę widoku kuchni, w której gotowano wychowankom posiłki.../fot. Marcin Ogdowski