Rejestracja | Logowanie »


Zamiast słów: Tu i tam

47 komentarzy | 16 kwietnia 2013
No to powodzenia!/fot. Bartek Bera

No to powodzenia!/fot. Bartek Bera

Potężny "dżambo" na krakowskich Balicach/fot. Bartek Bera

Potężny "dżambo" na krakowskich Balicach/fot. Bartek Bera

Maszyna, z "trzynastkami" na pokładzie, odleciała do kirgiskiego Manas/fot. Bartek Bera

Maszyna, z "trzynastkami" na pokładzie, odleciała do kirgiskiego Manas/fot. Bartek Bera

Wczoraj do Afganistanu wyleciała z Krakowa kolejna grupa żołnierzy XIII zmiany. Nie obyło się bez małej sensacji, w wyniku której wylot opóźnił się o kilkanaście godzin. Ot, drobnostka – piloci wynajętego czarteru nie zabukowali sobie na czas kilkudziesięciu ton paliwa…

Tymczasem w okolicach Ghazni trwała rutynowa, patrolowa robota.

A tymczasem "na teatrze".../fot. Adam Roik

A tymczasem "na teatrze".../fot. Adam Roik

... dzień jak co dzień/fot. Adam Roik

... dzień jak co dzień/fot. Adam Roik

W tym trochę policyjnej roboty/fot. Adam Roik

W tym trochę policyjnej roboty/fot. Adam Roik

/fot. Adam Roik

"Wracamy"/fot. Adam Roik

Było sobie Waghez

16 komentarzy | 12 kwietnia 2013
Ciekawe, czy świnia przetrwa afgańskie zarządzanie?/fot. Adam Roik

Ciekawe, czy świnia przetrwa afgańskie zarządzanie?/fot. Adam Roik

Byłem w Afganistanie, gdy nieco ponad roku temu powstawała baza Waghez. Gdy zaraz potem przenieśli się do niej Polacy. Dobrze pamiętam opinie zwykłych żołnierzy o niezbyt fortunnym ulokowaniu obozowiska. „Wciśniętego” między drogę, a pasmo wysokich wzniesień.

- Będą do nas jebać z obu stron… – mówiło się wówczas. Zwłaszcza z „hajłeja”, oddalonego o przysłowiowy rzut granatem.

Przez ostatnie trzynaście miesięcy wojsko sobie całkiem nieźle z tymi zagrożeniami poradziło. Ale nie w tym rzecz – od dwóch dni Waghez to już nie jest Polaków zmartwienie. 10 kwietnia bazę przejęła afgańska armia.

Oto kolejny epizod polskiego zwijania się z Afganistanu.

Jedi swoją flagę zdejmują.../fot. Adam Roik

Jedni swoją flagę zdejmują.../fot. Adam Roik

... zdrudzy zawieszają/fot. Adam Roik

... zdrudzy zawieszają/fot. Adam Roik

Wspólny apel/fot. Adam Roik

Wspólny apel/fot. Adam Roik

... i w drogę/fot. Adam Roik

... i w drogę/fot. Adam Roik

Kierunek Ghazni/fot. Adam Roik

Kierunek Ghazni/fot. Adam Roik

Krwawa sobota

16 komentarzy | 03 kwietnia 2013
/fot. Marcin Ogdowski

Amerykański 'Apacz' (zdjęcie ilustracyjne)/fot. Marcin Ogdowski

W wielkanocną sobotę w okolicach Ghazni zginęło kilkanaście osób. Co najmniej drugie tyle zostało rannych. Wśród nich znajdowali się cywile. Afgańskie media winą za śmierć tych ostatnich obciążyły NATO. Wieść poszła w świat, choć w Polsce została niemal zupełnie niezauważona. Wczoraj w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej” można było przeczytać o „ataku helikopterów NATO, w którym zginęła dwójka dzieci oraz dziewięcioro talibskich bojowników”.

Źródła wojskowe – oraz władze prowincji Ghazni – podają zupełnie inną wersję wydarzeń.

- Lokalni dziennikarze połączyli dwa zdarzenia w jedno i przekłamane informacje zaczęły żyć własnym życiem – tłumaczy jeden z polskich oficerów.

Zaczęło się o 7.30, atakiem kilkunastoosobowej grupy rebeliantów na konwój afgańskich ochroniarzy (przez media mylnie określanych jako policjantów). Do wymiany ognia doszło kilka kilometrów od bazy Ghazni, przy jednej z bocznych dróg odchodzących od „hajłeju”. W koalicyjnych raportach nie ma informacji o stratach, jakie poniosły obie strony – wiadomo jednak, że w pewnym momencie w strefie walk znalazły się dwa cywilne wozy. W ostrzelanych samochodach zginęła jedna osoba, a dziesięć zostało rannych.

Tak zakończył się pierwszy incydent.

Rebelianci, wzmocnieni dodatkową grupą kilkunastu osób, ruszyli w stronę głównej drogi, gdzie postawili swój własny checkpoint. Nie mieli przy tym świadomości, że są obserwowani. Nie udało mi się ustalić, czy za pomocą bezzałogowca czy blimpa – balonu obserwacyjnego, wiszącego nad bazą (przy dobrej pogodzie jego kamery „widzą” na kilkanaście kilometrów).

- AK-47, RPG – mieli wszystko, co trzeba… – mówi cytowany wcześniej oficer. – Nie było więc problemów z identyfikacją celu.

Na miejsce ruszyły amerykańskie śmigłowce. Z raportu Dowództwa Rejonu Wschód wynika, że zabiły one 15 bojowników. Wiadomo też, że około dziesięciu talibów zostało rannych.

W naszym Dowództwie Operacyjnym zapewniono mnie, że drugi incydent nie przyniósł żadnych strat ludności cywilnej.

Wraz z nastaniem wiosny w prowincji Ghazni pojawiło się kilka nowych rebelianckich grup. Wszystko wskazuje na to, że w sobotę jedna z nich została zniszczona.