Recenzje i omówienia “(Nie)potrzebnych” | Z Afganistanu
  Rejestracja | Logowanie »


Recenzje i omówienia “(Nie)potrzebnych”

18 kwietnia 2014

Okładka "(Nie)potrzebnych"/rys. Tomasz Tworek

Okładka "(Nie)potrzebnych"/rys. Tomasz Tworek

„(Nie)potrzebni” podkładają ładunek wybuchowy…

Paulina Kalisz, inicjatorka akcji “Serca na Froncie”

Poprzednia powieść Autora – „Ostatni świadek” była pasjonującym, barwnym, dobitnym uzupełnieniem literackiego reportażu, jak określiłam kiedyś „Z Afganistanu.pl Alfabet Polskiej Misji”, nazywając go „dziennikarską perełka literacką”; to była opowieść z krwi i kości, pełna życia, pełna energii, razem z „Alfabetem…” tworzyła wzajemny kontekst, jawiły się obie pozycje – mimo odmiennego charakteru gatunkowego – jako coś pełnego, jako formuła, co prawda pod pewnym tylko względem, ale jednak – jakoś zamknięta. „(Nie)potrzebni” pojawiają się na obrzeżach tej formuły niby lekko wycofani, podchodzą jakby ostrożnie, wydaje się – bez bojowego potencjału, bo ta powieść w moim odczuciu proponuje tym razem pewne „zawieszenie broni”…

Okazuje się tylko nagle, po jej zamknięciu, że przez cały ten czas podkładają naszpikowany po brzegi ładunek wybuchowy, który wspomnianą formułę dwóch pierwszych książek rozsadza, czyniąc w niej wyrwę. Wolną do zapełnienia i niespodziewanych rozmiarów.

Co więc właściwie jest grane?

Otóż idzie o gwałtowny hamulec. Mam wrażenie, że „(Nie)potrzebni” stoją na krawędzi, na skraju chodnika, obserwują jak przez drogę furiacko nieraz, obojętnie przemyka machina wojskowości, społeczeństwa, patrzą długo na niezmieniające się czerwone światło sygnalizacji po drugiej stronie ulicy i nagle wbiegają na trasę przejazdu, wjeżdżają na wózkach, wkraczają o kulach i z protezami, przebiegają wściekli, zniecierpliwieni, zasmuceni; a cały ruch uliczny wciska w panice i natychmiastowo hamulce… I następuje to „zawieszenie broni” – oddechy przyspieszają, serca biją jak szalone, obie strony patrzą sobie w oczy, jest bezruch, zatrzymanie w chwili, przypatrzenie się. Zauważenie. Staje się jasne, że teraz będzie trzeba zadać pytanie o to, jak po tym zawieszeniu będzie dalej wyglądała walka – walka weteranów, którzy wrócili.

Na kartach tej powieści ta walka trwa we wszystkich niemal wymiarach: fizyczność, rodzina, praca, zderzenie z organizacją społeczną, polityka i media; roi się od niepewności, za wysokich schodów (najczęściej bez poręczy), porażek i szoku. Jest, kolokwialnie, ale dosłownie – syf. Syf wojny, której niektórym ciągle jest mało, a która krwawi w tekście wielkim, świadomym oskarżeniem wobec głupoty i chciwości jej ludzkich autorów, jak również – myślę sobie – autorów potencjalnych. Dalej syf obojętności wobec powracających z tej wojny, dotkniętych PTSD, ich rodzin, ale także zarażonego społeczeństwa; to przestrzeń w wielu przypadkach przemilczenia, betonu, ciszy, która stanowi tylko ubranie dla rozwrzeszczanych demonów, jęków żałoby, rozbijanych butelek i samobójczych strzałów. Jest wreszcie – jak to u Autora – syf politycznych rozgrywek, gabinetowych podłości, przebarwionych nagłówków prasowych i pełnych nadgorliwości dziennikarskich banałów. Człowiek bierze udział w rzeczach  niewyobrażalnych, jest skłonny do czynów z najniższego poziomu przyzwoitości, ale…

Ale są w tej książce momenty, gdy tli się coś wyższego. Pojawiają się postaci, które wznoszą się ponad to wszystko i patrzą na weterana jak na człowieka. I nic tutaj, broń Boże, nie ma to wspólnego z jakimś rozbuchaniem patosu, wielkimi słowami – jest prosty uśmiech, jest opieka, jest mokry nos psa, który pomaga, nadludzka nieraz siła członków rodziny, by trzymać za rękę mimo przywiezionego kawałka wojny, jaki zostaje na podłodze w kuchni albo w małżeńskiej sypialni. Kluczem jednak do tej iskierki normalności i dobra wydaje się być decyzja o zgodzie na przyjęcie pomocy – ten klucz powieść promuje w sposób pełen zrozumienia dla oporów, strachu i trudności, a jednak bardzo mocno, bardzo mądrze i z pełną świadomością jego nieprzecenionego sensu.

Nie sposób w całości odbioru nie dostrzec – i to jest najbardziej dobitne, gdy się czyta „(Nie)potrzebnych” – tej formy ładunku wybuchowego, o którym wspomniałam na początku. O ile bowiem można mieć wrażenie tego „zawieszenia broni”, zwrócenia uwagi na moment zatrzymania, zauważenia, o tyle poziom wyżej w refleksji nad tekstem następuje w moim odczuciu właśnie wybuch, który rozsadza formułę poprzednich dwóch książek Autora: w przestrzeń wojny, która oficjalnie jest „misją pokojową”, w afgańską rzeczywistość naszych żołnierzy, w codzienny przekaz i w codzienne postrzeganie rzeczy, za sprawą tej książki i jej głosu, wpada bowiem w uczynioną wybuchem wyrwę odsunięta na bok, nakreślona milczeniem, dotknięta dotąd obojętnością – wielka sprawa weteranów i ich najbliższych, tych wszystkich, którzy wydawali się (i wciąż w dużej części społeczeństwa się wydają) nic nieznaczącymi figurami na teatrze spektaklu, gdzie nie ma miejsca na słabość, strach, potrzebę pomocy, uciszenie broni i słuchanie zranionego człowieka.

Przy „Ostatnim świadku” czułam głównie wściekłość; byłam po prostu zła, bo co stronę wciągano mnie w niemożliwie pełen hipokryzji świat, który – co najbardziej złościło – okazywał się z każdym krokiem tym, który mnie otacza na co dzień. Tę książkę czytałam natomiast, myśląc sobie o anonimowości, człowieczeństwu, odczuwalnym niemal ciągle paraliżu – wcale nie fizycznym. Był jeszcze nagromadzony autentycznie w jej rozdziałach ból. I wstyd – przede wszystkim dlatego, że potrafimy jeszcze to wszystko ignorować, lekceważyć, otaczać obraźliwymi komentarzami, przyznawać sobie takie prawo… Bo każdy z nas przecież wie, co znaczy wojna, każdy rozumie, więc po co te cyrki? Nie rozumiemy, nie… Nic nie wiemy. Dlatego „(Nie)potrzebni” wybuchają na środku rozpędzonej ulicy, a dźwięk tego wybuchu każe skierować wzrok na szerszy widok, gdzie za uzbrojoną armią i sprzętem siedzi w cieniu człowiek w mundurze. Na wózku inwalidzkim. Potrzebny.

*          *          *

2. Pre-recenzja w Portalu Historykon.pl – “(Nie)potrzebni” – recenzja”;

3. Recenzja w Portalu INTERIA.PL, serwis Facet – “(Nie)potrzebni”. O tych, którzy powrócili”;

4. Recenzja na Blogu “lukasztracz.com” – “Marcin Ogdowski – (Nie)potrzebni”;

5. Materiał analityczny, oparty o “(Nie)potrzebnych”, w Portalu Special Ops – “Pytania bez odpowiedzi”;

6. Recenzja w Portalu INTERIA.PL, serwis Kobieta – “‘(Nie)potrzebni’ – o ich śmieci się nie rozmawia”;

7. Recenzja na Blogu “jareknelkowski.pl” – “Marcin Ogdowski – ‘(Nie)potrzebni’”;

8. Recenzja w Serwisie “Trzynasty Schron” – “Marcin Ogdowski, (Nie)potrzebni – recenzja”;

9. Recenzja w Serwisie “Sztukater.pl” – “‘(Nie)potrzebni’, Marcin Ogdowski”;

10. Recenzja w Serwisie “Literatura.gildia.pl” – “Marcin Ogdowski ‘(Nie)potrzebni – recenzja książki”;

11. Recenzja w Portalu “wNas.pl” – “‘(Nie)potrzebni’ OGDOWSKIEGO – literatura wojenna bardzo POTRZEBNA”;

12. Recenzja w Miesięczniku “Polska Zbrojna” – “Wojna po wojnie”:

001a

13. Recenzja w Portalu Stosunki.pl – “(Nie)potrzebni”;

14. Recenzja na blogu Czytalski – “Po wojnie”;

15. Recenzja w Portalu Wiadomości24 – “(Nie)potrzebni nie mogą odejść – o książce Marcina Ogdowskiego”;


2 komentarze do “Recenzje i omówienia “(Nie)potrzebnych””

  1. POWIEDZIELI O KSIĄŻCE

    Wojna obdarta z romantycznej ułudy, okrutna i brzemienna w skutki. Afganistan będzie nam ciążył latami, a jego żywym świadectwem będą weterani – często zapomnieni, lekceważeni, (nie)potrzebni. Mocna pozycja, obowiązkowa dla tych, którym roją się kolejne wojny.

    Andrzej Rozenek, były dziennikarz śledczy, poseł na Sejm, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej

    To było jak strzał defibrylatorem. Czytając kolejne strony, słyszałem rakiety lecące i wybuchające nieopodal, kule jazgoczące nad głową oraz kolegów, którym w rocznicę śmierci palę znicz na parapecie okna…

    Jacek, weteran misji w Iraku i Afganistanie

    Na polskim rynku wydawniczym nie znaleźliśmy pozycji, która tak obrazowo przedstawiałaby dalsze losy nie tylko tych, których na chwilę opuściło żołnierskie szczęście, ale też tych, którzy wrócili szczęśliwie, jednak cząstkę wojny mimowolnie przywieźli swoim bliskim.

    Janusz Raczy, Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju


  2. Witam, w “(Nie)Potrzebni” dziękuje Pan kilku osobom za pomoc, aby ta książka powstała, ja natomiast to panu chcę podziekować za to, że jednak jest, ze powstała, że ją Pan napisał.
    Jest świetna, oddała wszystko tak naprawdę co się ‘tam” dzieje, każdy szczegól. Przyznam się, że w pewnych momentach łza mi sama leciała. Jeszcze raz wielkie gratulacje i dzięki za to.
    P.S. czekam na kolejne książki.