Rejestracja | Logowanie »


Uraz musi być widoczny…

69 komentarzy | 18 sierpnia 2010

- Do czego można porównać wjazd na IED? – pyta mnie doświadczony misjonarz. I zaraz dodaje: – Do wypadku samochodowego.

- Co robi z tobą ekipa pogotowia ratunkowego, nawet jeśli wydajesz się być cały? – mój rozmówca drąży temat wypadku. – Usztywniają cię i wiozą do szpitala, bo a nuż masz jakieś wewnętrzne urazy, które dopiero po czasie mogą cię zabić.

- A co dzieje się z żołnierzem, który nie ma widocznych urazów po przygodzie z „ajdikiem”? – słyszę kolejne pytanie. – Wraca do bazy, lekarz ogląda go raz jeszcze, spojrzy w oko, ostuka młoteczkiem i tyle.

Mój rozmówca wie, co mówi – sam „zaliczył ajdika”. Miał jednak szczęście – w Giro natrafił na lekarza, który nie czekając na objawy wewnętrznych urazów, wystawił mu skierowanie do szpitala. Medyk był na świeżo po rozmowie z amerykańską lekarką, która opowiedziała mu o zasadach opieki nad poszkodowanymi przez IED wojskowymi z US Army. Zgodnie z tymi regułami żołnierz, nawet jeśli wydaje się być cały, musi przejść kompleksowe badania, w tym EEG i tomografię głowy.

Zwłaszcza ta ostatnia jest istotna i musi zostać wykonana jak najszybciej.

Takie postępowanie zaleca też dowództwo ISAF. Niestety, najbliższy tomograf znajduje się w szpitalu w Bagram. Z Ghazni względnie łatwo tam dotrzeć, z mniejszych baz już nie…

"Śmigło" daje gwarancję, że nie wjedzie się na IED. Niestety, "wiatraków" jest w Afganistanie wciąż za mało.../fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

"Śmigło" daje gwarancję, że nie wjedzie się na IED. Niestety, "wiatraków" jest w Afganistanie wciąż za mało.../fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

Ofiary brutalnej wojny

60 komentarzy | 12 sierpnia 2010

Sylwetka afgańskiego starca mignęła nam na monitorze zamontowanym wewnątrz rosomaka. Kamera uchwyciła siedzącego mężczyznę, gdy transporter przejeżdżał obok niego. Chwilę potem usłyszeliśmy głuchy odgłos, a w radio poszła wiadomość, że jeden z rośków wjechał na ajdika…

- Szczerbinka, szczerbinka! Widziałeś tego starego!? – pytał mnie jeden z żołnierzy. Nie bardzo wiedziałem, o co mu chodzi, ale kiwnąłem głową, bo starca rzeczywiście widziałem. Co stało się z nim później, nie mam pojęcia, bo po ataku jakby zapadł się pod ziemię.

Ale dlaczego szczerbinka? Bo to słowo najlepiej oddaje sytuację, w której żywy człowiek staje się częścią prymitywnego systemu celowniczego. Bojownik, który zamierza zdetonować IED, najczęściej nie jest samobójcą. Chcąc przeżyć atak, musi to zrobić z bezpiecznego miejsca. I nie chodzi tyle o ochronę przed odłamkami, co o możliwość ucieczki przed żołnierzami koalicji.

Im jednak dalej, tym gorzej widać miejsce, gdzie ukryta jest bomba. A tę trzeba zdetonować dokładnie wtedy, gdy pojazd przejeżdża obok.

Jeśli zamachowiec działa w terenie miejskim czy przy uczęszczanej drodze, łatwo mu znaleźć jakiś punkt odniesienia – słup, drzewo, fragment bariery itp. Jednak na „off-roadzie” musi kombinować. I stąd pomysły na rozmaite szczerbinki – od kupek kamieni po żywego człowieka.

Sadza się go w linii prostej od podłożonego ładunku, samemu chowając się dalej na jej przedłużeniu. I gdy pojazd koalicji mija żywą szczerbinkę, wystarczy odpalić ajdika. Oczywiście, szczerbinka zwykle nie siedzi na linii dobrowolnie, tylko pod lufą…

Ta historia wróciła do mnie, gdy usłyszałem o raporcie ONZ na temat strat cywilnych w Afganistanie. Mowa w nim m.in. o tym, że miażdżąca większość zabitych Afgańczyków to ofiary talibów. Ci bowiem, by dopaść żołnierzy koalicji, nie cofną się przed niczym – nawet przed narażaniem i odbieraniem życia pobratymcom.

Historia ze szczerbinką to tylko maleńki dowód na potwierdzenie tych słów.

IED dziesiątkują nie tylko żołnierzy koalicji, ale przede wszystkim cywilnych Afgańczyków.../fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

IED dziesiątkują nie tylko żołnierzy koalicji, ale przede wszystkim cywilnych Afgańczyków.../fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

Te przeklęte IED…

91 komentarzy | 06 sierpnia 2010
Większość zabitych Polaków to ofiary IED.../fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

Większość zabitych Polaków to ofiary IED.../fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

Szymon Słowik, Hubert Kowalewski, Grzegorz Politowski, Robert Marczewski, Waldemar Sujdak, Paweł Brodzikowski, Paweł Szwed, Marcin Poręba, Artur Pyc, Szymon Graczyk, Radosław Szyszkiewicz, Miłosz Górka, Paweł Stypuła. Co łączy te nazwiska? To żołnierze Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, którzy zginęli na skutek wybuchu IED.

Dziś do tej listy musimy dopisać kolejne nazwisko – Dariusza Tylendy.

Słowik i Kowalewski zginęli w tym samym hummerze, później ten sam los spotkał Szweda, Sujdaka i Brodzikowskiego. Poręba był pierwszym żołnierzem, który poniósł śmierć w rosomaku, Pyca nie uchroniła unikalna konstrukcja MRAP-a – co prawda kilka miesięcy po ataku, zmarł jednak w szpitalu. Stypuła, jak wiele razy wcześniej, usiłował rozbroić „ajdika”. Nie wyszło…

14 z 20 poległych Polaków to równe 70 proc. wszystkich strat. Czyli nieco więcej niż wyniosła zeszłoroczna średnia dla całości sił ISAF.

„Musimy ograniczyć straty, a zwłaszcza liczbę zabitych po użyciu IED. To jeden z priorytetów generała” – mówił mi w zeszłym roku jeden z doradców ówczesnego dowódcy sił koalicyjnych, gen. McChrystala.

Cóż, widać talibowie też mają swoje priorytety.

Rodzinie i Najbliższym Dariusza Tylendy składam najszczersze kondolencje.

Dariusz Tylenda/fot. PKW Afganistan

Dariusz Tylenda/fot. PKW Afganistan

Paczki wylecą już wkrótce

22 komentarze | 05 sierpnia 2010

Dobra wiadomość dla tych, którzy paczki wysłali, i dla tych, którzy na nie oczekują. Z zapewnień Dowództwa Operacyjnego wynika, że wszystkie – ponad tysiąc sztuk – trafią do Afganistanu do połowy sierpnia.

Martwić nie muszą się też te rodziny, które oddały paczki po 10 lipca – mimo, że dotarły do miejsca składowania po terminie, one również zostaną wysłane.

O tym, jak będzie wyglądała dystrybucja na miejscu, postaram się napisać później.

- Czekamy na te paczki jak dzieciaki na Mikołaja - przyznaje jeden ze służących w Afganistanie żołnierzy/fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

- Czekamy na te paczki jak dzieciaki na Mikołaja - przyznaje jeden ze służących w Afganistanie żołnierzy/fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ

Badania jeszcze w Afganie

30 komentarzy | 03 sierpnia 2010

Na waszą prośbę próbowałem zasięgnąć języka w sprawie procedury medycznej, jaka czeka wracających do kraju żołnierzy. A wszystko przez węgorka jelitowego, pasożyta, którego wykryto u żołnierzy poprzedniej zmiany.

Formalnie wracający z Afganistanu żołnierze powinni być najpierw badani, a dopiero później puszczani do domów. W praktyce wyglądało to tak, że od razu wracali do najbliższych, a na badania stawiali się po kilku dniach.

Co czeka żołnierzy VII zmiany?

Plan jest następujący – wszyscy żołnierze mają zostać zbadani jeszcze w Afganistanie, tuż przed wylotem do Polski. Ale czy uda się na czas zorganizować medyków i ich przerzut? – tego na razie nie wiadomo.

Od moich rozmówców usłyszałem tylko, że zarówno w Afganistanie, jak i w kraju, są wystarczające zapasy leków, które w ciągu tygodnia skutecznie eliminują pasożyta.

W Afganistanie zagrożeniem są nie tylko talibowie/fot. Adam Roim, Combat Camera DOSZ

W Afganistanie zagrożeniem są nie tylko talibowie/fot. Adam Roik, Combat Camera DOSZ